Google+ Followers

niedziela, 4 października 2015

Wszystkie kolory jesieni


Taki wielobarwny obrazek namalował się za moim oknem zupełnie sam w ciągu ostatnich kilku dni. Najpierw zażółciła się brzoza, a potem zarumienił winobluszcz. Wciąż nie przestają kwitnąć begonie i hortensje. Ale za to pierwszy raz doczekałam się kwitnących astrów. Dały radę już dwie zimy, ale w ubiegłym roku dopadł je przędziorek i pąki zaschły. 

Marcinki mają piękny kolor. Są wysokie, ale na szczęście miejsca im nie brakuje.
Wciąż kwitną też róże. Po letnim odpoczynku, wypuściły nowe pąki.


Żółta trochę oszukuje, bo jest żółta tylko w pierwszej fazie rozwijania pąków. 

Później z każdy dniem robi się bardziej różowa. Jakby coraz głębiej zanurzała płatki w malinowym soku.

Biała jest swojska i delikatna. Ma drobniejsze kwiaty, ale jest ich więcej.

A to czerwona piękność. Jesienią prezentuje się dużo bardziej okazale niż wiosną.

I różana miniaturka. Uratowana z wyprzedażowej półki w sklepie w ostatniej chwili.

Wiele roślin na moim balkonie ma podobną historię - kupione za grosze, by dać im szansę na lepsze życie. Odwdzięczają się później, ciesząc oczy. 


Cynia za pięćdziesiąt groszy ledwie wystawała z doniczki i miała połamane łodyżki. Ale chyba jej się u mnie spodobało.

Plektranus był zabiedzonym krzaczątkiem. Już dwie zimy spędził w mieszkaniu. Jak widać, dobrze mu ze mną, bo robi się coraz bardziej okazały.

Oliwka to najnowszy nabytek. Również z przeceny. Przesadzona do nowej doniczki nie zgubiła ani jednego owocu. Na zimę przeprowadzi się na kuchenny parapet.

Wciąż kwitnie aksamitka. Oryginalna.

Ozdobą są również kwiaty bazylii.

A to świeżo przesadzona jagoda goji. Kwitnie. Czy zdąży zawiązać owoce - nie wiem. To pierwsze dni, więc na razie się oswajamy.
Dalia jest na próbę. Trochę ją atakowały robale, ale teraz kwitnie bez przeszkód.

Lwia paszcza wyhodowana od ziarenka. Kwitnie po przerwie i jest zasypana pąkami.

I trochę inny odcień bieli w wersji kompletnie jesiennej, czyli wrzos.

Białe szaleństwo, czyli psianka jaśminowa. Nie spodziewałam się, że będzie jej tyle metrów... Przytnę i spróbuję schować ją do domu, o ile znajdę ciut miejsca.

I ostatni przykład bieli, czyli bakopa. To jedna z tych roślin, której późną wiosną rzucałam koło ratunkowe.
Oleandrowi został chwilowo jeden kwiat, ale ma jeszcze pąki. Był maleństwem, gdy wiosną wystawiałam go na balkon. Teraz jest całkiem spory.
A tak wyglądał w pełniej krasie. Pięknie wygląda i tak samo pachnie.

Zdarzają się też kompletne niespodzianki. Nolanę siałam w ubiegłym roku, ale jej niebieskość wydała nasiona i postanowiła powędrować do innej doniczki.

Sama porozsiewała też lobelia. Zaczyna kwitnąć pod malutkim krzakiem lilaka przywleczonym z miejskiego trawnika.

A tak wybarwiła się trzykrotka. W pełnym słońcu.
A na koniec moje wariacje na temat żołędzi. Oryginalne zostały tylko czapeczki :)