Google+ Followers

czwartek, 24 kwietnia 2014

Pocztówka

Wciąż stęskniona za letnimi kwiatami, postanowiłam ich barwne wspomnienia odtworzyć za pomocą nitek. W ten sposób powstaje moja pocztówka z Malborka. Trafi na płócienną torbę. Od razu przyjemniej będzie dźwigać zakupy, gdy na ramieniu będzie siatka z ostróżkami, hortensjami, różami, czyli barwnym ogrodem.

Takiego zamku w rzeczywistości nie ma. Wyrósł wykarmiony moją wyobraźnią.

A wokół mnie coraz bardziej zielono. Wewnątrz i na zewnątrz. Pokazuję, by nie było, że w tym roku odpuściłam. Nie ma takiej opcji. Mam na to dowody.
Mój prywatny last w centrum miasta. Sosny są ze mną od kilku lat. Rośnie też brzoza omszona. Najmłodszy jest modrzew. Uratowałam go z ciemnego sklepu. Doskonale radzi sobie w kwietniowym słońcu.

Coraz śmielej poczyna sobie chmiel. Przyniosłam go dwa lata temu z... placu budowy. Rósł przy nieistniejącym już wiadukcie kolejowym po drodze do parku. Na zdjęciu w kożuchu, który stworzył bluszczyk kurdybanek. Pochodzi z jakiegoś trawnika, u mnie awansował do rangi cudownie zielonej rośliny balkonowej. 




Są też ledwie kiełkujące nagietki.
W domu też tłumnie. Rośnie aksamitkowa dżungla.


Nie tylko kwiatami człowiek żyje. Przygotowałam rozsadę roszponki, mojego sałatowego odkrycia.

I słoneczniki, które mają być niewysokie. Czy tak będzie, przekonam się za jakiś czas.


czwartek, 17 kwietnia 2014

Zadziwienia na ulicy

W całym mieście lśnią w słońcu żółte forsycje. Przyciągają wzrok, bo są gęsto obsypane kwiatami. Ale moją uwagę przykuł dzisiaj rano inny krzew, też w cudownie świeżym kolorze. Niby niepozornie przycupnął, ale zdobi centrum miasta.

To złotlin japoński. Dopiero zaczyna kwitnienie, ale jest przecudowny. 


Nieopodal znów wybuch wiosny. To rabatka, którą obserwuję od dawna. Kwitną na niej niezapominajki, szafirki, stokrotki, omieg kaukaski. A w słońcu gonią je piwonie i irysy.

Kwiaty mają się bardzo dobrze. Gorzej z drzewami, które tej wiosny zostały makabrycznie przycięte. Czy sobie poradzą? Będę śledzić.

Chodząc ulicami, staram się widzieć pozytywne przykłady. Zdarza się, że zachwycam się zachwaszczonym trawnikiem, na którym barwne dywany tworzą ziarnopłon wiosenny, przypominający mi ukochane od dzieciństwa kaczeńce czy bluszczyk kurdybanek, który z powodzeniem zaadaptowałam na swoim balkonie. Ale nie mogę nie widzieć tego, co prezentuje się... dziwnie. To drzewa, które wyglądają na zmasakrowane. Nie wiem, komu przeszkadzały, nie ma w pobliżu jezdni, więc nie zagrażają bezpieczeństwu. Nie ma w pobliżu linii wysokiego napięcia, więc nie będą się plątać między drutami, nie ma też okien, więc odpada uzasadnienie postulatami mieszkańców, że coś im zasłaniały. Ale wyrżnięto im gałęzie bezlitośnie. Może ktoś zna odpowiedź na to pytanie, może jest jakieś fachowe wytłumaczenie. Jednak serce boli.
Zdaniem fachowców od oczyszczającej roli zieleni, średnio typowe drzewo absorbuje tonę dwutlenku węgla na każdy metr sześcienny przyrostu i produkuje przy tym 727 kg życiodajnego tlenu. Na podstawie wielu badań w zakresie intensywności procesu fotosyntezy wynika, że z 1 m2 powierzchni liściowej drzew i krzewów dostaje się do powietrza atmosferycznego w ciągu okresu wegetacyjnego od 0,5 do ponad 1 kg czystego tlenu. Miejsce, w którym rosną te przycięte, sąsiaduje z naprawdę ruchliwą drogą krajową i dość obleganym skrzyżowaniem, gdzie pełno trucicieli na czterech kołach. 

Komu przeszkadzały gałęzie tych drzew? Nie przesłaniały widoczności,  nie zacieniały nikomu okien, nie ma też pod nimi żadnych światłolubnych roślin. Taki rodzaj pielęgnacji jest dla mnie zawsze wielką zagadką.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Moje miasto

"(...) Moje miasto na rogatkach niejasne
W centrum wyjaśnione, marmurowe
Bankomatowe moje miasto z wyobraźnią (...)"
To fragment piosenki Marii Peszek.
W moim świecie nie ma tylko asfaltu, tylko betonu, parkingów i kocich łbów. Jest ogród. Feerią barw każdy ranek rozkwita. W marzeniach, póki co.

To aplikacja na torbę - moje miasto ubrane w kwiaty.
Nieopodal zamku zakwitły nagietki, ostróżki, ozdobny czosnek, malwa... Dobrze mieć wyobraźnię.
A to druga część, też kolorowa, z tańczącą fontanną, Nogatem w trzcinach, różami pnącymi się po drzewie, których coraz mniej wokół nas. Może warto przypomnieć: "tylko jeleń niszczy zieleń"...

piątek, 4 kwietnia 2014

Wariacje ze Szkołą Łacińską

Internauci masowo krytykują budowlę, która - bez względu na opinie - na stałe wpisała się w panoramę miasta. Wykorzystując fakt, że Szkoła Łacińska, czy tego chcemy czy nie, stała się charakterystyczną budowlą Malborka, przygotowałam jej filcowo - dżinsową wariację. Naoglądałam się budowli w różnych odsłonach, więc można powiedzieć, że kontestujący mnie zainspirowali.. To fragment większej całości, ale praca jeszcze nie jest gotowa, dlatego pokazuję zaledwie małe jej wycinki. Malborska aplikacja trafi po prostu na wygodną torbę, choćby na zakupy.


Prosta forma ma swoje plusy - można ją odtworzyć ze skrawków. Najpierw więc powstała mała budowla. 



Później moja Szkoła Łacińska wylądowała na skrawkach materiału w towarzystwie nocnego nieba - ma tam być wszak obserwatorium. Małe bo małe, ale będzie można wypatrywać swojej szczęśliwej gwiazdy. 

Na koniec przyszedł czas na ubieranie Szkoły Łacińskiej w kwiaty. Nie mogło zabraknąć pomarańczowych aksamitek, ale są też róże i słoneczniki. Malbork w rzeczywistości ogrodem nie jest, ale chcę pokazać, że być może, jeśli tylko tego zechcemy.