Google+ Followers

czwartek, 11 września 2014

Kasztany, kasztany...

Odkryłam kwitnącego kasztanowca. We wrześniu! Wygląda egzotycznie na tle zieleni sąsiadującego drzewa.


Wrześniowe kwiaty są mniej okazałe niż wiosenne. Ale są nawet młode listki.

Jesionowe liście w tle sprawiają, że kwiaty wyglądają nieco egzotycznie. Zwłaszcza gdy złośliwy aparat sam zdecydował, co na zdjęciu ma być ostre, a co mniej.


Z tych kwiatów nie zdążą wyrosnąć już kasztany. Nie ta pora roku.

Niestety, wbrew pozorom kwitnący wczesną jesienią kasztanowiec to nic dobrego. Świadczy o tym, że jest mu źle. Prawdopodobnie opanował go szrotówek kasztanowcowiaczek, o czym świadczą zbrązowiałe liście. Szkoda, bo drzewo rośnie nieopodal szkoły, w której uczniowie najlepiej z całego miasta zdają matury. A przecież to właśnie kasztanowe kwiaty kojarzą się z majowymi egzaminami. 


To smutny widok, bo kto wie, czy dni tego drzewa nie są już policzone.

wtorek, 2 września 2014

Żółć mnie zalała

Żółć to, jak kiedyś ktoś zauważył, jedno z tych polskich słów, podczas pisania którego nie trzeba puszczać klawisza "Alt". Dla mnie oznacza zażółcony kwiatami balkon. Aż lśni, skąpany we wrześniowym słońcu, którego promienie wydobywają całą paletę odcieni.

Na początek - słoneczniki, choć tak naprawdę dla nich lato już się prawie skończyło.

To pełny okaz, choć tak naprawdę tylko się tak pyszni, bo wcale nie jest olbrzymem.

I ostatnie pojedyncze maleństwo, które walczy o przetrwanie na łysym pędzie.
Kwitną też nagietki, wystawiając chude, nieco wyciągnięte, łodyżki do słońca. Zresztą nieco je przypominają.

Nieco pełniejszy egzemplarz.

Małe żółte słoneczko.

To mój ulubieniec, z brązowym środkiem.

Swoje oczy wciąż otwierają żółte bratki.

Może nie jest to pokazowy egzemplarz, ale i tak zadziwia, bo jest nieprzerwanie obsypany kwiatami od lutego.
Nie odpuszcza też rozchodnik. To jego kwitnący debiut, bo do tej pory był tylko zieloną kępą.

Rozchodnik wreszcie pokazał, na co go stać.
Ale i tak nieustająco pieję z zachwytu nad aksamitkami. To wyjątkowa roślina, bo potrafi zaskakiwać. Ma chyba nieograniczone możliwości, jeśli chodzi o kształt i liczbę płatków i gamę kolorów. Ubolewam, że moją miłość do aksamitek podzielają przędziorki. Na szczęście, w tym roku ze mną przegrały. Najskuteczniejsza okazała się kropla płynu do naczyń wlana do spryskiwacza z wodą. Uwielbiam naturę, udostępniam swój zielony zakątek różnym owadom, motylom i ich potomstwu, choć zżerają mi liście, nie walczę z mrówkami, które mnie odwiedzają i pająkami, choć coraz chłodniejsze noce zdarza im się spędzać w domu. Ale dla przędziorków i mszyc nie jestem gościnna.

Poniżej aktualnie kwitnące aksamitki. Właściwie każda jest inna.













A na koniec pierwsze kwiaty chmielu. Przyniosłam kilka lat temu jedną ukorzenioną gałązkę z rośliny, która rosła przy przebudowanym już moście kolejowym na ul. Parkowej. Każdej wiosny wypuszczał młode pędy, ale dopiero teraz pojawiły się malutkie kwiatki. Są męskie, więc charakterystycznych szyszek nie będzie.

Chmielowe kwiatki mają zielonkawy odcień.