Google+ Followers

wtorek, 25 listopada 2014

Moja kampania zaczyna się na literę "A"


"A" jak aksamitki, które powinno siać się i sadzić wszędzie. Są takie niewymagające, cierpliwe, kwitną w tylu ciepłych odcieniach, są pełne, pojedyncze, wysokie i niskie. Można nimi łatwo ubrać całe miasta w kwiaty. Więc znów namawiam i namawiać będę, by zdobić nimi balkony, rabaty, grządki i skwery. Są tanie, bo paczka nasion kosztuje naprawdę niewiele, rozsadę można przygotować w domu, albo wysiać wprost do gruntu. I potem właściwie tylko patrzeć, jak rosną.

Jest 25 listopada, a kilka moich egzemplarzy wciąż rozświetla kwiatami jesienne dni. Może teraz już nie są takie okazałe, ale... są. Wciąż.

To jedna z samosiejek, która wyrosła sama, nie wiadomo kiedy i jak. Właściwie dopiero zaczyna kwitnąć.


Liście już marne, ale kwiaty wciąż są.


I w żółtej odsłonie, wręcz rozświetlające rzeczywistość, jakże czasami chmurną w listopadzie.

A to nie koniec kwietnych atrakcji, bo są jeszcze pojedyncze nagietkowe słoneczka.

Jeden ma cieplejszą barwę.

Drugi w nieco chłodniejszym odcieniu.

Nasturcja jeszcze o lecie przypomina.

I goździk ogrodowy zagląda mi wciąż przez kuchenne okno.

Krzak róży przystroił się we wszystkie barwy jesieni.

wtorek, 14 października 2014

Kolory października

Na balkonie wciąż nieco letni październik. Kwiaty wcale się nie zatrzymują, jest ich pełno. Nawet wtedy, gdy nie ma słońca ich wdzięki pięknie się prezentują. Chwilami aż trudno uwierzyć, że zbliża się pora wielkiego sprzątania i zabezpieczania doniczek przed zimą.
Ale póki co, jest zielono-kolorowo. Po prostu pięknie!


Moja własna zaokienna dżungla.


Natura  sama tworzy doskonałe kompozycje kolorystyczne. 




Trzy siostry, czyli nasturcje. Zaczęły kwitnąć niedawno, jakby przygotowywały się do tego przez całe lato.




Płoną też nagietki, z brązowym i żółtym oczkiem.





Hortensja proponuje własną paletę barw.




Bugenwilla wciąż wygląda kwitnąco. I cały czas mieszka na zewnątrz.


Pelargonie wciąż obsypane czerwonymi kulami.


Za to rozwar zdecydował się na wersję jesienną.
Modrzew zaczyna gubić złote igiełki.


Sosna spogląda na wszystkie rośliny nieco z góry. Ona zawsze zielona.


Róża wciąż zachwyca. Wygląda jak polakierowana. Cała tajemnica jest taka, że spryskałam ją wodą z mlekiem, bo sama nie poradzi sobie z inwazją mszyc.
Bratek jest ze mną od ośmiu miesięcy. I nieprzerwanie spogląda swoim kwietnym oczkiem.

sobota, 4 października 2014

Październikowy spacer petenta

Dlaczego petenta? Bo pięknej płomiennej jesieni pełno jest w sąsiedztwie najważniejszego miejskiego urzędu, siedziby władz. Nie trzeba więc chodzić po bezdrożach, bo nawet tam, gdzie każdego dnia przejeżdża kilkadziesiąt tysięcy samochodów, przyroda toczy swe normalne życie. Na szczęście, bo to znaczy, że cywilizacja nie burzy naturalnej harmonii. A fakt, że rośliny nie są jakoś przesadnie zadbane, wpływa na różnorodność.
Kto więc ma chwilę czasu po wizycie w urzędowych pokojach, może stanąć oko w oko z cudami jesieni. 


Choć to październik, przed wejściem wciąż płoną swoją czerwienią pelargonie.

A pod oknami magistratu takie cuda, czyli cis.
Czerwone osnówki są jadalne i mają słodki smak. Ale uwaga, znajdujące się w nich nasiona są trujące.

Czerwone kulki wyglądają jak miniaturowe bombki na choince.
Parę kroków dalej obsypał się owocami ognik szkarłatny. Naprawdę wygląda jak ognisty krzew.

Wszystko na czerwono, nawet samochód:)
A za budynkiem skromnie, ale niewielkie irgi obsypały się czerwonymi koralami.

Róża przesłania widok na Nogat, ale trudno się dziwić, że chce być na pierwszym planie.
A kawałek dalej w słońcu pachnie lasem przystrojonym w piękne szyszki.


Ulotne piękno. Może to dobrze, że ludzkie ręce nie tknęły tego chwastu?...

Kwitną też pojedyncze stokrotki.

Nawet żółtlica owłosiona dodaje trawie koloru swoimi dyskretnymi kwiatami.
Dziki trawnik ubiera się w kolory dzięki liściom klonu. Jest żółto...

... ale i czerwono. W tle bluszczyk kurdybanek.

czwartek, 11 września 2014

Kasztany, kasztany...

Odkryłam kwitnącego kasztanowca. We wrześniu! Wygląda egzotycznie na tle zieleni sąsiadującego drzewa.


Wrześniowe kwiaty są mniej okazałe niż wiosenne. Ale są nawet młode listki.

Jesionowe liście w tle sprawiają, że kwiaty wyglądają nieco egzotycznie. Zwłaszcza gdy złośliwy aparat sam zdecydował, co na zdjęciu ma być ostre, a co mniej.


Z tych kwiatów nie zdążą wyrosnąć już kasztany. Nie ta pora roku.

Niestety, wbrew pozorom kwitnący wczesną jesienią kasztanowiec to nic dobrego. Świadczy o tym, że jest mu źle. Prawdopodobnie opanował go szrotówek kasztanowcowiaczek, o czym świadczą zbrązowiałe liście. Szkoda, bo drzewo rośnie nieopodal szkoły, w której uczniowie najlepiej z całego miasta zdają matury. A przecież to właśnie kasztanowe kwiaty kojarzą się z majowymi egzaminami. 


To smutny widok, bo kto wie, czy dni tego drzewa nie są już policzone.

wtorek, 2 września 2014

Żółć mnie zalała

Żółć to, jak kiedyś ktoś zauważył, jedno z tych polskich słów, podczas pisania którego nie trzeba puszczać klawisza "Alt". Dla mnie oznacza zażółcony kwiatami balkon. Aż lśni, skąpany we wrześniowym słońcu, którego promienie wydobywają całą paletę odcieni.

Na początek - słoneczniki, choć tak naprawdę dla nich lato już się prawie skończyło.

To pełny okaz, choć tak naprawdę tylko się tak pyszni, bo wcale nie jest olbrzymem.

I ostatnie pojedyncze maleństwo, które walczy o przetrwanie na łysym pędzie.
Kwitną też nagietki, wystawiając chude, nieco wyciągnięte, łodyżki do słońca. Zresztą nieco je przypominają.

Nieco pełniejszy egzemplarz.

Małe żółte słoneczko.

To mój ulubieniec, z brązowym środkiem.

Swoje oczy wciąż otwierają żółte bratki.

Może nie jest to pokazowy egzemplarz, ale i tak zadziwia, bo jest nieprzerwanie obsypany kwiatami od lutego.
Nie odpuszcza też rozchodnik. To jego kwitnący debiut, bo do tej pory był tylko zieloną kępą.

Rozchodnik wreszcie pokazał, na co go stać.
Ale i tak nieustająco pieję z zachwytu nad aksamitkami. To wyjątkowa roślina, bo potrafi zaskakiwać. Ma chyba nieograniczone możliwości, jeśli chodzi o kształt i liczbę płatków i gamę kolorów. Ubolewam, że moją miłość do aksamitek podzielają przędziorki. Na szczęście, w tym roku ze mną przegrały. Najskuteczniejsza okazała się kropla płynu do naczyń wlana do spryskiwacza z wodą. Uwielbiam naturę, udostępniam swój zielony zakątek różnym owadom, motylom i ich potomstwu, choć zżerają mi liście, nie walczę z mrówkami, które mnie odwiedzają i pająkami, choć coraz chłodniejsze noce zdarza im się spędzać w domu. Ale dla przędziorków i mszyc nie jestem gościnna.

Poniżej aktualnie kwitnące aksamitki. Właściwie każda jest inna.













A na koniec pierwsze kwiaty chmielu. Przyniosłam kilka lat temu jedną ukorzenioną gałązkę z rośliny, która rosła przy przebudowanym już moście kolejowym na ul. Parkowej. Każdej wiosny wypuszczał młode pędy, ale dopiero teraz pojawiły się malutkie kwiatki. Są męskie, więc charakterystycznych szyszek nie będzie.

Chmielowe kwiatki mają zielonkawy odcień.