Google+ Followers

wtorek, 5 kwietnia 2016

Po pierwszych porządkach

Dzisiaj widziałam pierwszą pszczołę, pierwszą biedronkę i pierwszą muchę. Wszystko na swoim balkonie w samym centrum miasta, przy najruchliwszej ulicy, którą w ciągu doby przejeżdża średnio 25 tys. samochodów. Staram się odizolować korzystając z zieleni. Dzisiaj przesadzałam największe drzewa: sosnę, brzozy, modrzew. Mam swój mały lasek:) Jeszcze jest nieład, ale i tak rośliny cieszą oczy.

W wiaderku stoją gałązki. Kupiłam na targu, bo skoro i tak ktoś je ściął, to może wypuszczą korzenie? Na razie mam własną forsycję, bukszpan, dereń i barwinek. Kilka lat temu w ten sposób pozyskałam sadzonki winobluszczu. Dzisiaj mają już kilka metrów długości.

To samo miejsce z drugiej strony. Widać jeszcze iglakowe gałęzie, które stoją od grudnia. I nic się z nimi nie dzieje. Więc stoją dalej.   


Najradośniej wyglądają kwiaty sadzone jako pierwsze, czyli bratki. To tylko niektóre egzemplarze. A stokrotka to pierwsza roślina uratowana w tym roku w markecie. Kosztowała 50 groszy i wydawało się, że i tak są to wyrzucone pieniądze.






Ale mam też po raz pierwszy żonkile, krokusy i tulipany. To znaczy mam nadzieję, że mam, bo na razie najlepiej prezentują się tulipany, reszta pokazuje się bardzo powolutku, choć też już wysyła sygnały, że zima nie dała się mocno we znaki cebulom. 

 

Cudownie przezimowały wszystkie rośliny skalne, i rojniki, i rozchodniki przeróżne poradziły sobie pod kołderką z włókniny i grubszym swetrem w silne mrozy. 








A to właśnie moje drzewa. Część dostała nowe doniczki. 






Młody modrzew. To cudowne, móc obserwować te zielone pędzelki.

Moja najukochańsza brzoza.

Głóg to jedno z tych drzewek, które uratowałam przed kosiarkową egzekucją.



Róża. Nowa. Sadzona w marcu.


To pamiątka po dawnym wiadukcie kolejowym. Chmiel. Rósł na skarpie, dzisiaj wybetonowanej.


Moja własna pokrzywa. Rośnie w doniczce z ukorzenionymi wierzbowymi witkami.


I mój kolejny ulubieniec - bluszczyk kurdybanek. Egzemplarz młody, potomek sadzonki przyniesionej z trawnika.

A to prawdopodobnie konwalia. Kupiłam w ubiegłym roku kłącze za ciężkie pieniądze i wydawało się, że nic z tego nie będzie. A dzisiaj, podczas przenoszenia brzozy do nowej doniczki, dokonałam takiego odkrycia.

I wspominana przeze mnie biedronka. Widać, że nie pozowała, by nie stwierdzić, że wręcz odwróciła się do mnie plecami. Może wstyd jej było, że jest taka upaprana.